Archiwum 25 kwietnia 2003


kwi 25 2003 sto lat samotności
Komentarze: 7

To znowu jest to drżenie i oczekiwanie na COś, ja muszę coś robić mieć jakis cel, pasję, bo inaczej zwariuję...Dobija mnie monotonia rzeczywistości, i to drżenie, które mnie wczoraj dopadło,jakby coś się miało zdarzyć...Czy ja już odchodzę od zmysłów??
"uważasz, że jesteś lepsza od wszystkich...?" Nie, ale zazdroszczę ludziom prostego życia,bo nie mieści im się w głowie, że może być inaczej, nie mają problemów, wstają rano i bosymi stopami po trawie idą wydoić krowę, chłoną w płuca czyste, nieskażone powietrze, wykonują codzienne czynności z namaszczeniem i przyjemnością...
"nie, wcale nie tak...w gumiakach pełzną po gnoju w oborze, urabiają sobie ręce przez cały dzień,potem idą na blokadę dróg, bo rząd znowu wpuścił transport z żytem, kończą dzień na kilku piwach w przydrożnej knajpie...Tego im zazdrościsz???"....

Two different worlds...

Muszę zacząć coś robić, moje życie nie ma celu, nic nie tworzę, w nic się nie angażuję, życie przecieka mi przez palce. Czekam na cud. Jaki cud? nie wiem...Ale czasami przychodzi to niepokojące drżenie wewnątrz mnie i pcha do szalonych zachowań...ekstremalnych zachowań, boję się go...zabiera mi uśmiech z twarzy...gasi odczuwanie drobnych przyjemności...przypływa wraz z niepokojącą energią do działania, której nie potrafię ukierunkować...nie wiem gdzie? Znowu coś mnie gna, chcę wyjechać, gdziekolwiek, daleko stąd...może znajdę to COś...

za miesiąc wraca mama:(

aqila : :